sobota, 26 kwietnia 2014

Forever cz.4

Obudziło mnie głośne pukanie do drzwi, chciałam jeszcze pospać ale pukanie  nie ustawało co było denerwujące.
- Czego..?!!! - warknęłam, siadając na łóżku przetarłam oczy i przeczesałam włosy palcami.
- Twój kochaś przyjechał - usłyszałam głos Louisa i później zobaczyłam jego wredną gębę.
- Co Tomilson zapomniałeś się umalować..? - zapytałam z pogardą w głosie.
- Pośpiesz się bo Niall się denerwuje - powiedział i zniknął.
Pośpiesznie wstałam z łózka i wzięłam pierwsze lepsze urania które okazały się czarnymi spodenkami i czarną bokserką z moją ulubioną czerwoną koszulą. Szybko się ubrałam i zrobiłam leciutki makijaż.
Szybko zbiegłam na dół ściągając z wieszaka torebkę popychając w przejściu Nialla ale ten złapał mnie mocno za ramie i pociągnął w swoją stronę.
- Gdzie się wybierasz..? - zapytał chłodno.
- Do miasta - powiedziałam
- Nie nie jedziesz nigdzie z nim..? - powiedział Niall wzmacniając uścisk.
- Nie rozkazuj mi idioto - warknęłam wyrywając mu się, i zaczęłam biec do Luka nie zważając na kas skoczyłam na siedzenie tuż za nim mocno przytulając się do jego pleców. Chłopak uznał to za znak i ruszył z zawrotną prędkością. Miałam dość tego że Niall we wszystko się wtrąca, co on ma w ogóle do Luka przecież go nie zna.. Jechaliśmy spory kawałek a Luke zatrzymał się na obok plaży, było tu pięknie a ze względu na wczesną porę nie było dużo ludzi, zeskoczyłam zgrabnie z motoru i poczekałam aż on zrobi to samo.
- Przepraszam cię ale zaspałam - powiedziałam drapiąc się po szyi.
- Spoko nic się nie stało ale czemu twój chłopak jest na mnie taki cięty..? - zapytał oblizując dolną wargę.
- Mój..co..? - zapytałam zduszonym głosem.
- Ten blondynek który jak mnie widzi ma mnie ochotę zabić spojrzeniem. - powiedział wzruszając ramionami.
- Hahahaha..Niall..? Ten idiota nie jest i nie będzie moim chłopakiem - powiedziałam klepiąc go po ramieniu.
- Czyli nie masz chłopaka.? - zapytał ruszając do przodu.
- Nie nie mam a twojej dziewczynie nie przeszkadza że się ze mną włóczysz..? - zapytałam wkładając ręce do kieszeni.
- Nie mam dziewczyny - powiedział patrząc na mnie tymi swoimi niebieskimi oczami przez które totalnie wymiękam.
- To trochę dziwne..- powiedziałam przyglądając mu się, był przystojny albo przepraszam bardzo przystojny.
- Dlaczego..? - zapytał uśmiechając się szeroko.
- Bo jesteś przystojny - powiedziałam patrząc przed siebie, usłyszałam jego śmiech.
- Wygląd to nie wszystko maleńka - powiedział ale już bardziej poważnie.
- Powiem ci coś, gdy spotykasz dziewczynę ona pierwsze co widzi to twój wygląd a nie wnętrze bo nie posiada tak dobrego wzroku, no chyba że ja - powiedziałam zatrzymując się przy straganie z okularami.
- Może i masz rację ale to nie tak że dziewczyny nie chcą się ze mną spotykać to ja nie chcę z nimi - powiedział biorąc do ręki jedne okulary w kształcie serduszek.
- A co wolisz spotykać się z chłopakami..? - zapytałam ignorując zniesmaczone spojrzenie sprzedawczyni.
- Nie..Po prostu wszystkie dziewczyny są takie same, dostosowują się do tego co lubię i to już nie jest randka tylko przedstawienie - powiedział zakładając okulary na nos - Jak wyglądam..?
Zaczęłam się z niego śmiać bo wyglądał komicznie, ja również założyłam pierwsze lepsze które okazały się okularami w kształcie napisu SWAG , chłopak też zaczął się śmiać.
- Dzieci jak nic nie kupujecie to idźcie sobie - powiedziała sprzedawczyni.
- Jak widzę jesteśmy jednymi którzy stoją przy tym idiotycznym straganie.. - powiedziałam odkładając okulary i odeszliśmy od straganu.
- Co w tym złego - zapytałam rozglądając się za ciekawymi stoiskami.
- Szukam prawdziwej dziewczyny - powiedział podchodząc do stragany z bransoletkami, zauważyłam że miał już ich sporą ilość na ręce. Spodobały mi się 4, jedna ze znakiem batmana którą dosłownie Luke zawiesił mi na ręce, 2 z napisami które wybrałam sama i jedną skórzaną ze znakiem nieskończoności Luke kupił sobie taką samą tylko grubszą. Zapłaciliśmy i odeszliśmy od stoiska, gdy mijaliśmy stoisko z żelkami zaburczało mi w brzuchy, przecież nie jadłam śniadania.
- Wiesz co jestem głodny może kupimy sobie trochę tych lukrecji..? - zapytał podchodząc do owego stoiska.
- Czytasz mi w myślach - powiedziałam, wskazując na kolorowe lukrecje które chciałam zjeść.

Gdy skończyliśmy obchodzić stragany poszliśmy na molo, gdzie usiedliśmy na krańcu zwisając nogami za krawędź  i kończyliśmy swoje lukrecje.
- Co robimy dalej..? - zapytał chłopak wciągając niebieskiego żelka.
- Może..hm..nie mam pomysłu - powiedziałam odwracając do góry nogami torebkę która była już pusta.
- Są dwie opcje możemy posiedzieć na plaży i pograć w tą twoją grę lub zrobić zakupki - ostanie słowa wypowiedział dziewczęcym głosem i klaskał w dłonie.
- Nie lubię zakupków - powiedziałam odgryzając mu kawałek lukrecji która zwisała mu z ust, nasze usta dzieliły centymetry, spojrzałam mu w oczy i szeroko się uśmiechnęłam.
- Możemy iść na lody - powiedziałam zmieniając pozycję na siad po turecku.
- Właśnie zjadłaś cała torbę słodkich lukrecji i jeszcze chcesz lody.? - zapytał niedowierzając.
- Żałujesz mi..? - zapytałam niewinnie.
- Nie no coś ty ale dziewczyny zazwyczaj dbają o figurę czy coś - powiedział popatrzyłam na niego a on złapał się za głowę - Nie  żebyś tego potrzebowała.
- Luke nie pogrążaj się już i chodź - powiedziałam wstając, podałam mu rękę żeby pomóc mu wstać.
- Przepraszam nie jestem przyzwyczajony - mruknął i pociągnął mnie w stronę stoiska z lodami.
- Nareszcie znalazłem dziewczynę która je tyle co ja - powiedział zamawiając nasze ulubione lody.
- No to mamy lody i jest dopiero 3 - powiedział patrząc na zegarek.
- Wiesz co tu niedaleko jest wesołe miasteczko - powiedział chłopak wskazują w stronę miejsca gdzie stał ogromny wielki młyn.
-  Nigdy nie byłam w wesołym miasteczku - powiedziałam patrząc na swoje buty.
- Nie gadaj..- powiedział śmiejąc się - Dlaczego.
- Wiesz dużo podróżowałam i robiłam inne rzeczy nie miałam czasu - powiedziałam.
- O to będzie coś wyjątkowego - powiedział ciągnąc mnie w stronę miasteczka.

Luke uparł się żeby na początek przejechać się na wszystkich kolejkach górskich których trochę tu było, później zaciągnął mnie po watę cukrową którą zjedliśmy razem, a chłopak rwał ogromne kawałki i pchał mi do buzi śmiejąc się gdy przylepiały mi się do twarzy ja robiłam podobnie ale on zawsze odpychał moją rękę.
Gdy zauważyłam stoiska z nagrodami pociągnęłam go w tamtą stronę.
- Co dla panienki - zapytał starszy pan.
- Trzy rzuty - powiedziałam wykładając banknoty na stolik.
- Proszę - sprzedawca podał mi trzy piłeczki i kazał zestrzelić trzy stosy piłeczek, banał to jak rzucanie nożami.
- Aham..Czy to nie ja powinienem ci zestrzelać butelki i dać pluszaka..? - zapytał Luke poruszając brwiami.
- Spróbuj - powiedziałam podając mu piłeczki, ale chłopak chybił i nie trafił ani razu, zaczęłam się z niego śmiać.
- Mogę ja..? - zapytałam zasłaniając usta dłonią. Chłopak pokiwał głową udając załamanego i zapłacił za 3 piłeczki, moje wszystkie rzuty były celne i wygrałam ogromnego białego misia. Luke patrzył na mnie z otwartymi ustami.
- Jak..? - zapytał.
- Wprawa, proszę - powiedziałam podając mu misia a chłopak wyrwał mi go z rąk i przytulił wymachując nim na wszystkie strony.
- Proszę, i myślmy o tym że to ja go wygrałem - powiedział wciskając mi ponownie misia do rąk.
- Jeżeli cię to uszczęśliwi - powiedziałam przewracając oczami, chłopak zaprowadził mnie na jedną z najbardziej oddalonych ławek i kazał czekać. Zrobiłam jak kazał, ale gdy poczułam czyjąś dłoń na ramieniu odwróciłam się i zobaczyłam diabła z lokami.
- Styles co tu robisz.?! - warknęłam szybko wstając.
- Co to za nie miłe przywitanie.? - zapytał pchając mnie na ławkę bym usiadła.- Nasza kochana Kat ma chłopaka.
- Zamknij ryj - warknęłam.
- Już myślałem że nikt cię nie pokocha..- powiedział, zacisnęłam dłonie pięści i szybko wstałam mierząc go ostrym spojrzeniem. Złapałam go mocno za krańce koszuli i przyciągnęłam do siebie.
- Styles mówię ci jeszcze raz i to to ostatni. Masz się ode mnie odpierdolić bo nie ręczę za siebie a teraz zwijaj się w podskokach. - warknęłam mu to prosto w twarz a on się szeroko uśmiechnął.
- Twój kochaś nie wie kim jesteś..? - zapytał odsuwając się ode mnie. - Muszę lecieć słonko i przekaż Zaynowi że zioło ma odebrać dzisiaj.
- Czekaj Zayn znowu bierze..? - zapytałam poważnie a Styles się tylko uśmiechnął i odszedł.
Byłam wściekła na niego i na Zayna, obiecał nic już nie brać po tym jak ledwo z tego wyszedł a co gorsza okłamał mnie. Miałam już dość i chciałam jechać do domu, zrezygnowana poszłam szukać Luka ale nigdzie nie mogłam go znaleźć. Znieruchomiałam gdy ktoś zasłonił mi oczy ręką, już miałam ochotę walnąć tego kogoś w brzuch ale usłyszałam słodki śmiech Luka.
- Księżniczko gdzie się wybierasz..? - zapytał chłopak a ja odwróciłam się w jego stronę staliśmy tak blisko że mój nos zetknął się z jego klatką piersiową.
- Luke posłuchaj to było naprawdę miłe spotkanie, jedno z najlepszych i dziękuje za misa którego mi wygrałeś. Ale muszę już wracać do domu - powiedziałam patrząc na chłopaka, który miał nie nieodgadniony wyraz twarzy.
- Zrobiłem coś źle..? - zapytał wkładając ręce do kieszeni.
- Nie Luke o dziwo nie tylko sprawy wzywają - powiedziałam drapiąc się w szyję.
- Ok odwiozę cię - powiedział sztucznie się uśmiechając, zaczęliśmy iść w stronę jego motoru, zauważyłam że przy najbliższym śmietniku wyrzucił coś dużego. Chłopak próbował żartować ale mu to nie wychodziło więc był cicho, było mi strasznie głupio że się tak szybko zwijam  i nie podaje mu powodu ale cóż jestem jaka jestem.

Gdy byliśmy pod moim domem, chłopak miał zamiar od razu odjechać ale powstrzymałam go.
- Luke jesteś zły..? - zapytałam.
- Nie. Tylko myślałem że się przyjaźnimy - powiedział chłopak patrząc wszędzie tylko nie na mnie.
- Jasne że się przyjaźnimy - powiedziałam uśmiechając się ale widząc wzrok chłopa uśmiech spełzł mi z twarzy.
- To powiedz mi co to był za chłopak którego trzymałaś za koszulkę a on prawię rzucił tobą o ławkę i nagle po tym wydarzeniu musisz jechać do domu.? - zapytał a mi szczena opadła, widział to. Do jasnej cholery widział to i Styles też to widział bo jego wzrok uciekał w bok, dlatego mnie nie uderzył, dlatego się tak szybko zmył.
- Ja..Nie mogę Luke - powiedziałam cicho.
- Świetnie..Nara Katrino - powiedział a do mojego imienia dodał tyle jadu że szkoda gadać. - A i powiedz temu lokowanemu że jeśli jeszcze raz się do mnie odezwie to nie ręczę za siebie.
Zaraz co..? Harry coś mu mówił.? Dlatego jest taki wściekły. Ale zanim zdążyłam go o to zapytać chłopak odjechał z piskiem opon.

Weszłam wściekła do mieszkania ignorując głupie uwagi Louisa które brzmiały " Wiedziałem że to długo nie potrwa ", " Rzucił ją biedaczek teraz musi uciekać przej jej ojczulkiem" z tym idiotą policzę się później. Moim jednym celem był Zayn który siedział w swoim pokoju obmacując jakąś dziewczynę.
- Wypierdalaj - krzyknęłam do niej a ona przerażona wstała i wybiegła z pokoju.
- Mała co ci jest..?  - zapytał Zayn poprawiając fryzurę.
Ale ja się nie odezwałam podeszłam do jego szafki i wyrzuciłam wszystkie książki na podłogę tak jak się spodziewałam do ścianki szafki były przyklejone woreczki z marychą. Podeszłam do jego biurka i wywaliłam zawartości szuflad ty także nie chybiłam znalazłam 4 woreczki amfy. Jak to zobaczyłam byłam wściekła.
- Lepiej kurwa mi wszystko powyjmuj bo sama to zrobię ale w twoim pokoju będzie ostry syf. Chłopak powolnymi ruchami wyjmował z rożnych zakamarków kolejne torebeczki. Popchnęłam do na fotel i zaczęłam wysypywać prosto na jego kolana zawartość wszystkich woreczków, a przy każdym opróżnionym woreczku wymyślałam coraz to gorsze przezwiska.
- Co ty do kurwy robisz wiesz ile to kasy..?!  - krzyknął łapiąc mnie za nadgarstki, ale go ugryzłam więc trzymał łapy przy sobie.
- Co ty kurwa robisz.? Zayn zapomniałeś jak to leżałeś na ostrym oddziale bo ci kurwa Styles podał brudne..? Zapomniałeś jak toczyłeś się w dół..?! Po jakiego chuja co to gówno..?! - krzyczałam na niego, wstrzymując się przed rzuceniem na niego.
- Skąd wiesz..? - zapytał.
- OD jebanego Harrego który jak zwykle mi wszystko spieprzył - krzyknęłam.
- Kat ja..- zaczął ale mu przerwałam, pociągając go za koszule do góry co było trudne bo było ode mnie wyższy.
- Zayn jak jeszcze raz znajdę u ciebie to gówno to obiecuję ci że zajebie Stylesa i dodatkowo ciebie. I powiem tacie że to ty mu kurwa podkradasz z towaru - krzyknęłam i wyszłam trzaskając drzwiami.

Gdy wychodziłam z pokoju zderzyłam się z Niallem.
- Naucz się w końcu do chuja chodzić - krzyknęłam w jego stronę, chłopak zacisnął dłonie w pięści i zajrzał do Zayna.
- Czy ty mu wysypałaś całe zioło na kolana  i podłogę...? - zapytał ironicznie - Czy ciebie popierdoliło..?
- Posłuchaj Hroanku.!! Narkotyki prawie zniszczyły Zayna i nie wiem kim ty dla niego jesteś ale ja przynajmniej próbuję ratować przyjaciół.






Niall nic nie powiedział tylko wszedł do Zayna.
Poszłam prosto do swojego pokoju i zaczęłam krzyczeć w poduszkę, wyrzucając całą swoją złość z powodu Luka. Ale coś mi się rzuciło  w oczy, czarny futerał opierający się o moje biurko.
Natychmiast do niego podbiegłam i otworzyłam a tam leżała gitara Luka, musiał ją zostawić na wczorajszej imprezie.

 .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz